Pożegnanie Basi
Bardzo smutną i niespodziewaną wiadomość otrzymaliśmy w dniu 3.07.2026r. „Zmarła Basia Mocia” – tak brzmiał SMS przekazany przez Marcina Dzierżanowskiego.
Basia polowała z nami w Kole od 1987 r. – pożegnaliśmy ją 8.07. 2026 r. na cmentarzu w Krapkowicach. Było liczne grono myśliwych, sztandar, sygnały i takie słowa pożegnania przekazane przez Prezesa:
Basia, wychowując się w rodzinie o bardzo bogatych łowieckich tradycjach, słuchając zapewne opowieści ojca o myśliwskich zwyczajach i chwilach spędzanych w lesie, postanowiła jeszcze, jako nastolatka dołączyć do grona polujących i wieku lat 20 zdała łowiecki egzamin. Dzień ten pamiętam doskonale, bo i ja wówczas ten egzamin zdawałem w Opolu na Malczewskiego i równocześnie rozpoczynaliśmy swą łowiecką przygodę.
Polująca dziewczyna, w łowieckim języku – Diana. W tamtych czasach rzadko się to zdarzało, a Basia nie zaczęła polować bo wypadało, bo namówił ją tato, tylko po prostu tego chciała, chciała być w lesie, obcować z przyrodą i doświadczać tego o czym niejednokrotnie w domu słyszała.
Była najstarszą z trójki dzieci Tadeusza i również jej dwaj bracia polują. Wszyscy od początku w Kole Łowieckim nr 4 Knieja w Opolu. Wspólne wyjazdy do łowiska były z pewnością doskonałą okazją do cementowania rodzinnych więzi
i było to widoczne, że stanowią zgraną drużynę, w której wszyscy się rozumieją i szanują.
Basia wychodząc za mąż nie wybrała myśliwego, ale Rafała – męża do łowiectwa z czasem przygotowała i również on zaczął polować. Musieli dzielić miedzy sobą wyjazdy do łowiska, bo wychowując czwórkę synów z początku trudno było o wspólne łowy. Kiedy dzieci dorastały z pewnością zastanawiała się, czy powtórzy się sytuacja z jej dzieciństwa, czy chłopcy będą chcieli polować, czy tak jak ona z Tatą i braćmi będą budować ambony i dokarmiać zwierzynę ?
Te jej wątpliwości do końca rozwiały się w tym roku, kiedy najmłodszy syn Józef zakończył staż w Kole i niebawem dołączy do braci, którzy już polują.
Zauważamy analogię do rodzinnej sytuacji Basi sprzed lat, ale w tym przypadku główną rolę odegrała ona – mama, bo od niej się to wszystko zaczęło, tak jak kiedyś od śp. Tadeusza. Analogicznie też, oczywiście wspólnie z mężem zbudowała rodzinną więź między rodzicami i dziećmi, co znajduje uznanie w oczach wielu, którzy ich znają.
W Kole Łowieckim nr 4 Knieja w Opolu zapamiętamy ją jako osobę uczynną, pogodną, uśmiechniętą, z którą chętnie się rozmawiało. Trudno się jej było
angażować w prace na rzecz koła wychowując czwórkę dzieci, ale jak tylko mogła przyjeżdżała bo chciała w życiu naszej społeczności uczestniczyć.
Docenili to myśliwi z Koła wnioskując o nadanie Basi medalu Zasłużony dla Łowiectwa Ziemi Opolskiej, którym miałem zaszczyt odznaczyć ją na Walnym Zgromadzeniu Koła w maju br.
Nikt z nas nie spodziewał się wówczas, że nie zobaczymy się za rok na kolejnym zebraniu, że nie staniemy już na sąsiednich stanowiskach na zbiorówce, nie siądziemy obok na ławce podwody i nie porozmawiamy o dzieciach.
Zapewniam Cię Basiu jednak , że będziemy o tobie pamiętać. A pamiętać nam będzie łatwiej bo zostali z nami twoi najbliżsi.
Będziesz pojawiać się w naszej pamięci kiedy zobaczymy Rafała na odprawie przy Kniejówce, Staszka odbierającego złom przy upolowanym dziku, kiedy Stefan rozbije rzutka na strzelnicy, Janek zapali pochodnie przy pokocie i kiedy niedługo już Józef złoży myśliwskie ślubowanie.
Dziś chcemy Tobie koleżanko podziękować za nich i za te prawie czterdzieści lat wspólnej łowieckiej drogi, cały czas nie znajdując odpowiedzi na pytanie dlaczego tylko prawie czterdzieści.
Darz bór Basiu, niech Ci wiecznie szumi Knieja.



















