Status

You are not logged in.

Niedzielne polowanie w obwodzie 71 prowadził tradycyjnie Tomek Jankowski. Precyzyjnie zaplanował pędzenia, ale spodziewane w każdym miocie dziki jakby rozpływały się i po 6 pędzeniach (Dębina) na rozkładzie były tylko trzy kozy. Tomek nie dał za wygraną i mimo zmęczenia         i pewnego zniechęcenia uczestników polowania zadecydował o popędzeniu oddziału wzdłuż Długiej Łąki, równolegle do rzeki – na granicę rezerwatu. Nos tym razem nie zawiódł. Naganka zaraz po ruszeniu trafiła na watahę dzików, które pierzchnąc we wszystkich kierunkach dały szanse wielu kolegom na oddanie strzału. Niestety, tylko Tadziu Fiszer popisał się pięknym dubletem, dwa dziki strzelił również Andrzej Sieheń.
Ostatni, 7 miot dał więc Tadziowi królestwo a pozostałym Kolegom wiele emocji i tematu do długich, emocjonujących opowieści.
Pokot pod Dębem Stanisława przy Dębówce zakończył polowanie a „Pośmiertne” i Darz Bór zagrał 14-letni syn Irka Sobla Kornel, któremu należą się wielkie gratulacje i słowa pochwały za determinację i postępy w nauce gry na tym trudnym instrumencie. Brawo Kornel!

Tekst i zdjęcia: Marek Dzierżanowski

W bieżącym sezonie przypadło nam w udziale zorganizowanie polowania zbiorowego dla pracowników Nadleśnictwa Tułowice. Co roku              w jednym z kół dzierżawiących obwody na terenie Nadleśnictwa, organizowane jest takie polowanie i służy to dobrym relacjom pomiędzy leśnikami i myśliwymi. W polowaniu uczestniczyli również Łowczy Okręgowy Wojciech Plewka oraz Prezes ORŁ Zdzisław Dzwonnik.
Aby leśnicy z Tułowic poznali las swoich kolegów po fachu zza autostrady, pierwsze dwa pędzenia odbyły się na terenie Nadleśnictwa Opole. Oddano w nich 7 strzałów, z czego 3 były skuteczne. Do śniadania na pokocie leżały łania Adriana Greli, wycinek Nadleśniczego z Opola oraz przelatek Komendanta Straży Leśnej z Tułowic. Dwaj ostatni strzelali jeszcze do chmary jeleni, ale nieskutecznie. Po śniadaniu opolowano jeden miot na terenie Nadleśnictwa Tułowice, gdzie również były jelenie i dziki. Padł jeden wycinek, a Kolega Marek Jędryszczak postrzelił byka, którego następnego dnia odnalazł Docent Łukasza Dzierżanowskiego.
Podsumowując polowanie prowadzący Prezes koła ogłosił króla i vice-króla polowania, a medale wręczała Diana z Nadleśnictwa Tułowice Pani Maria Bernacka, zajmująca się na co dzień m.in. gospodarką łowiecką w Nadleśnictwie. Nadleśniczy z Tułowic Ryszard Bojkowski podziękował za dobrze zorganizowane polowanie i koleżeńską atmosferę, zapraszając Zarząd na biesiadę do Technikum Leśnego w Tułowicach, gdzie godnie reprezentowali Koło Prezes i Łowczy.

Tekst: Wojciech Dudik

Zdjęcia: Adrian Grela

W sobotę, dzień po polowaniu administracyjnym Wojtek Dudik i Łukasz Dzierżanowski z Docentem udali się by sprawdzić strzały, po których – co prawda – nie udało się podnieść zwierzyny, ale były obawy, że zwierz mógł zostać postrzelony.

Pierwszym miejscem, w które się udali była linia „Skorupowa” pomiędzy „Czerwonym Kamieniem” a „Chatkową”. Poprzedniego dnia myśliwy odnalazł kilka metrów od linii ścinkę – dowód na to, że zwierz otrzymał kulę. Niemal po 20h od strzału Docent wszedł pewnie na trop i poprowadził w stronę „Ciasnej”. Już po kilkunastu metrach została znaleziona pierwsza kropla farby – było jej zresztą coraz więcej z każdym kolejnym krokiem. Plamy posoki urwały się jednak po około 50m. Pies zrobił długą pętlę w stronę „Spaleniskowej”, po czym powrócił do młodnika, w której odnalazł farbę. Wytrwale nawąchując ruszył przed siebie, jednak brak krwawych śladów nie dawał pewności, czy się nie mylił. Po ponad 100m Łukasz postanowił powrócić do ostatniej odnalezionej farby, jednak posokowiec nie pozostawił żadnych wątpliwości – niemal biegnąc powrócił na wypracowany wcześniej trop. Ponad 200m prowadził on przez trawy, na których nigdzie nie widać było żadnych znaków utwierdzających w przekonaniu, że strzelany byk uchodził właśnie tamtędy. I w chwili, gdy wątpliwości ponownie zaczęły brać górę nad myśliwymi, ujrzeli wieniec pośród traw! JEST BYK!

Trop od „Skorupowej” miał długość zaledwie 300m. Jednak brak farby na ostatnich 200m sprawiał, że zwierz był bardzo trudny do odnalezienia bez psa.

This slideshow requires JavaScript.

Po odnalezeniu jelenia koledzy udali się na Wawelno – w pędzeniu pomiędzy „Ertlem” a „Deszczową” goście oddali dwa strzały do łań, poszukiwania jednak nie wykazały żadnych oznak trafienia – po godzinie zakończono pracę.

Polowanie w Kopicach miało swoją historię tylko w pierwszym miocie (Las, od „Pokryszkowego” do ambony  „Sieheniowej”), gdzie trafiono na watahę dzików. Po trzy strzały oddali Stasiu Goryl i Kamil Jankowski. Łowczemu i Antkowi też przyszło strzelić do fajnego wycinka, ale dzik to świnia – okrążając myśliwych przeszedł polami a myśmy stali ok. 30 metrów od ściany lasu w oddziale…
W drugim miocie widziany był przez nagankę duży odyniec, który przeczekując w gęstych krzakach koło stanowiska Łowczego stał ok. 10 minut! – trzymając w napięciu mysliwego. Po nadejściu naganki  prysnął do tyłu pomiędzy nimi,  którzy niemal stanęli z nim oko w oko…. Krzysiu Goryl salwował się ucieczką na dąbczaka. na 8 myśliwych padło w sumie 11 niecelnych strzałów. Na pokocie niestety nie znalazł się ani gruby ani drobny zwierz. Tak to czasami jest, ale nie pokot świadczy o udanym polowaniu. Wszyscy uczestnicy wrócili do swoich domów w dobrym nastroju z myślą – „a mógł na mnie wyjść ten odyniec”:)

Tekst i zdjęcia: Marek Dzierżanowski

 

 

 

 

 

Tomek Jankowski zarządził zbiórkę myśliwych, przeprowadził fachową odprawę i zaczęliśmy zajmować stanowiska przed I miotem. W II miocie psy Gabriela Lipy i Wojtka Goryla osaczyły watahę dzików w uprawie, ale nie potrafiły jej wypchnąć na linię myśliwych. Dopiero zaangażowanie całej naganki spowodowało, że na Zdzicha Bąka wyskoczył warchlak. Z każdym kolejnym miotem chłód ostatniego dnia listopada dawał się wszystkim we znaki. Dobrze, że tradycyjne śniadanie przy ognisku z doskonałą kiełbasą zakupiona przez Jasia Żołyńskiego pomogło zapomnieć choć na chwilę o przenikającym zimnie. W ostatnim miocie na wiklinie Hubert Olejnik położył kozę i dzika i z tym samym rezultatem co Zdzichu zakończył polowanie. Na pokocie znalazły się: 2 dziki, 2 kozy, koźle i jenot. Królem polowania został Zdzichu.

This slideshow requires JavaScript.

 

 

 

 

 

Kolejne polowanie zbiorowe. Dla Adriana trochę inne niż pozostałe. Jako prowadzący musiał  zorganizować zbiorówkę dla 28 myśliwych, bo tyle zgłosiło swój udział. Wiedza na temat przewidywanych ilości myśliwych, naganki i osób towarzyszących to bardzo ważne informacje pozwalające prowadzącemu zaplanować mioty, posiłek i wymaganą ilość naganiaczy, a to wcale nie łatwe zadanie. W tygodniu poprzedzającym polowanie dużo się podziało. rozwożenie karmy, zwyżek, inwentaryzacja tych, które już stoją. Trzeba było wydrukować mapki i zaplanować mioty. Pierwotna koncepcja po rozmowach z Prezesem – pomocnikiem prowadzącego – uległa nieznacznej modyfikacji.  Dlatego w ostatniej chwili pierwszy miot został poszerzony o dodatkowe oddziały.  Na zbiórce stanęła zgłoszona ilość myśliwych, w tym 7 gości. Odprawa  przebiegła sprawnie. Losowanie stanowisk i już jechaliśmy na podwodach obstawiając I miot-„Bismark”. Pogoda była dobra. Pomimo zachmurzonego nieba i lekkiego „minusa” atmosferę rozgrzewały wspomnienia o tym, że polowanie na tym terenie co roku jest udane. Po pierwszym miocie strzałów niewiele. Gość z Zamościa Jarek Kość strzelił szpicaka, a Łowczy kozę. Wbrew przypuszczeniom ani dzików ani jeleni nie było w „Bismarku”. Dziki wyszły za to  niestrzelane z oddziału „Sowiego”. Drugi miot  „Sosnówka”- tam zawsze działo się najwięcej. Po rozstawieniu myśliwych naganka ruszyła. Rozległy się strzały. Hubert i jego gość Tomek strzelili po byku, Prezes kozę, gość Reiner łanię, gość Jarek koźlaka. dziki były ale uszły z miotu. Po 2 pędzeniu przyjechało śniadanie. Tym razem Restauracja „Złoty Róg” przygotowała dobry bogracz. Po śniadaniu zgodnie z planem ostatni miot-„Kwadratowa Łąka”. Przy tej liczbie myśliwych Adrian zdecydował się obstawić szerzej niż zwykle-do „Warchlaka”. Ten pomysł okazał się trafiony. Jelenie były prawie w każdym oddziale. Padały strzały z każdej strony co wskazywało, że w miocie dużo się dzieje. Z wrażenia naganka pomyliła kierunki. Po ostatnim miocie okazało się, że w sumie na pokocie znalazło się 21 sztuk zwierzyny grubej. Przy ostatnim braku zwierza w minionych polowaniach to był bardzo dobry rezultat. Po podsumowaniu i odegraniu pośmiertnego  wyłoniono Króla i dwóch v-ce króli. Hubert Olejnik został królem a dwóch gości Tomek i Jarek – v-ce królami.

 

W dniu dzisiejszym w ZO PZŁ w Opolu odbyła się wycena medalowa parostków rogaczy pozyskanych w tym sezonie. W naszym Kole do medalu pretendowały kozły Kolegów: Remigiusza Włodarczyka /obw. 61 i 71/, Wojtka Dudika /71/, Huberta Olejnika /71/ i Adriana /71,71/.

Podczas wyceny okazało się, że katalog trofeów naszego Koła wzbogacił się o 5 nowych medali:

-Adrian Grela – medal brązowy – obw. 71 -Stary Grodków

-Adrian Grela – medal srebrny – obw. 71 – Orlików

-Remigiusz Włodarczyk – medal brązowy – obw. 61 – Bufet

-Remigiusz Włodarczyk – medal brązowy – obw.  71 – k/Małpy

-Wojciech Dudik – medal brązowy – obw. 71 – Grodków

Rogaczowi Huberta niestety zabrakło 3 punktów do medalu brązowego.

 

 

 

 

Pomimo dobrych warunków atmosferycznych  zadbaliśmy o karmę dla zwierzyny już teraz. A to m.in.za sprawą informacji od Kolegów Krzysia Siekierki, Czarka Bajka i Huberta Olejnika o tym, że jest do odebrania marchew i cykoria. Dodatkowo podczas  ub. polowania gość-Daniel Pieniacha wspomniał o ziemniakach. Dzięki zaangażowaniu Kolegów z Koła – Jacka Dzierżanowskiego i Ryśka Kendika udało się w szybkim terminie dostarczyć ich transportem w sumie ponad 100 ton marchwi, cykorii, ziemniaków i korzonków buraka!!! W dniu dzisiejszym karma trafiła pod paśniki i na pasy zaporowe całego obwodu. W sumie w 11 punktów.  Rozwożeniem zajął się niezawodny team Czarek, Alfred, i Andrzej pod kierownictwem Łowczego.

Adrian z Hubertem też w tym dniu mieli pełno roboty-rozwozili zwyżki na potrzeby polowania zbiorowego w przyszłą sobotę. Teraz pozostaje tylko wyczekiwać zbiorówki:)

fot. Adrian  Grela, Marek Dzierżanowski

 

 

W dniu 22.11.2014 przy dobrej pogodzie i jeszcze lepszych nastrojach odbyło się polowanie prowadzone przez kol. Łowczego Marka Dzierżanowskiego. Na zbiórce stanęło 23 myśliwych. Na pomocnika prowadzącego Łowczy wyznaczył Adriana Grelę. Po 2 „głuchych” miotach apetyt na emocje rósł. Największą szansę w 1 miocie miał i zmarnował Kol. Józek Grela, który  zajadał się ziarnkami dyni z własnej hodowli i przespał jelenie i dziki /choć twierdzi że tylko jelenie/:P. Wszyscy byli zmarznięci. Na szczęście  apetyt na jedzenie wszystkich został zaspokojony sytą gorącą grochówką przygotowaną  przez restaurację „Złoty Róg” z Wawelna, która okazała się idealną receptą na jesienny chłodny poranek. Za  namową Huberta i Adriana, po przeanalizowaniu sytuacji Łowczy poprowadził 3 miot od pól Wawelna przez „smrodliwe”. Tak jak Hubert przypuszczał dziki były w gęstej uprawie i tylko dzięki pomocy Gamy i determinacji naganki udało się je wypchać … na Huberta. Oczywiście ponownie pokazał on klasę mistrzowską i położył 2 dziki. W tym samym miocie Kolega Czarek Bajek również strzelił dzika, a Kol. Rysiek Kendik spudłował cielaka. Szkoda, że podczas rozstawiania myśliwych z miotu  zdążyła  wyjść  łania z pięknym selekcyjnym ósmakiem w II klasie. Pokładaliśmy też nadzieje w 4 miocie – „Chłopskie Laski”. Wszyscy spodziewali się dzików, ale tym razem ich tam nie było – dopisały tylko kozy, do których strzelał Kol. Andrzej Kacuba.  Zakończyliśmy polowanie. W 4 miotach padło 7 strzałów, a na pokocie znalazły się 3 dziki.

Po otrąbieniu pokotu ogłoszono króla polowania, którym został Kol. Hubert Olejnik. Po polowaniu na uczestników czekał pyszny gulasz z dzika przygotowany przez Kolegów Alfreda Woźnicę, Czarka Bajka, Andrzeja Kacubę i Sławka Szorca. Dziękujemy:).

zdjęcia i tekst: Adrian Grela